Pierwsza część wspomnienia poświęconego śp. Halinie Turek-Krysztoforskiej, poetce wrocławskiej

 

Śmierć bliskich to największy stres, jaki może nas dotknąć, zwłaszcza odejście żony, które zajmuje pierwsze miejsce na liście czynników stresu. Etapy żałoby mogą się nakładać i mieszać, bo to przeżycie indywidualne, zależne od więzi ze zmarłą i od etapu życia, na jakim jesteśmy. Wymaga przede wszystkim czasu, łagodności wobec samego siebie, pozwolenia sobie, by przeżyć te emocje, które po kolei przychodzą. Żałoba po śmierci bliskiej osoby wywołuje kryzys psychiczny, przed którym nie ma ucieczki, choć tylko do nas zależy, jak ten czas przetrwamy. Może on nieść ze sobą tylko cierpienie, ból i smutek, który nie ma wzoru. Możemy zostać w miejscu stresu albo przeżyć katharsis, które nas odmieni i będziemy mogli iść w życiu dalej. Przebaczajmy, a będziemy szczęśliwi w życiu, bo szczęśliwi są, którzy żyją według prawa.

 

Osoby, które przeczytały pierwszą wersję moich wspomnień o śp. Halinie Turek-Krysztoforskiej, mojej żonie i wrocławskiej poetce, niechcący zostały przeze mnie częściowo wprowadzone w błąd. Mam tu na myśli niektóre fakty z jej życia prywatnego i tułaczki wojennej po świecie. Stąd niniejsze sprostowanie, oparte na informacjach pochodzących ze zbiorów instytucji państwowych i prawnych, w tym IPN, co może być ważne i znaczące dla niektórych osób, czerpiących wiedzę jedynie z „zaśmieconego” Internetu, pełnego zasłyszanych i niesprawdzonych wiadomości. Czas wojennej tułaczki Haliny i jej rodziny w latach 1939–1945 pozostaje dla mnie tematem nie do dyskusji. Nikt ze mną o tym nie rozmawiał, nawet żona. Wiemy z historii, jaka sytuacja panowała wówczas na Ukrainie, jakie było nastawienie do polskich rodzin, można więc podejrzewać, co zmusiło rodzinę mojej przyszłej żony do opuszczenia tych terenów. Zresztą można to wyczytać między wierszami niektórych wypowiedzi osób jej bliskich i krytyków, które zostały zamieszczone w jej tomikach. Są w nich autentyczne i prawdziwe uczucia wobec poetki.

 

Nigdy nie czułem, że mam prawo mówić o innych czy ich oceniać, jeżeli nie znam prawdy o ich życiu. Pragnienia nie znają wieku, marzenia nie znają czasu. To, że niektórzy patrzą ze zdziwieniem, złośliwością i zazdrością, to ich problem. Ja mam jeszcze dużo do zrobienia wobec siebie, innych i swojej rodziny. Nie osądzajmy, byśmy sami nie byli osądzeni w życiu. Nie ma doskonałych ludzi ani prawa najszlachetniejszego. Intencje weryfikuje samo życie i jego zmieniające się warunki. Wątpliwe jednak jest moralnie tworzenie drzewa genealogicznego w Internecie na podstawie wybiórczej selekcji zdjęć i wpisów, które przypomina niepoukładaną kartotekę, w której w dodatku brakuje niektórych członków rodziny, a część wpisów i informacji jest nieprawdziwych. Nasuwa się tu niedparcie określenie „mataczenie”. Pokazując inne osoby w fałszywym świetle i oceniając je, tak naprawdę pokazujemy, jacy sami jesteśmy. Prawda jest taka, że często sami prowokujemy los i sobie szkodzimy, łudząc się, że podejmujemy rozsądne decyzje, gdy tymczasem popełniamy błędy. A wtedy budzimy się z wyrzutami sumienia, choć nie wszyscy, niektórym nigdy nie będzie to przeszkadzać. Starajmy się jednak oszczędzać wzajemnie swój czas, nerwy, zdrowie, traktujmy się nawzajem z kulturą i szacunkiem.

 

„Wiedzę możemy zdobyć od innych, ale mądrości musimy nauczyć się sami”

— A. Mickiewicz.

 

mąż

ZDZISŁAW KRYSZTOFORSKI